Czemu onkolodzy rzadko mówią o naturalnych metodach zwalczających raka?


Wiele badań naukowych potwierdza skuteczność różnych składników diety zarówno w profilaktyce jak i wspomaganiu leczenia nowotworów. Dlaczego wobec tego tak rzadko usłyszymy od onkologa zalecenia odnośnie diety? Czemu ten temat jest bagatelizowany?

Jak powszechnie wiadomo studia medyczne są długie i trudne, jednak program nie zawiera w sobie kwestii dietetyki i wpływu żywności na choroby. Przyszli lekarze uczą się o zagadnieniach medycyny konwencjonalnej, używającej albo metod fizycznych (chirurgia, naświetlania) albo pod kątem stosowania chemicznych preparatów (chemioterapia). I w tym zakresie dobry lekarz jest na bieżąco, większość z nich prenumeruje bowiem czasopisma medyczne, chodzi na spotkania czy konferencje organizowane przez koncerny farmaceutyczne, informujące o nowych lekach. Temat żywności jest pomijany.

W najbardziej popularnej książce do nauki onkologii "Rak. Zasady i praktyka onkologii" profesora Vincenta T. DeVity brakuje jakiegokolwiek rozdziału poświęconemu wpływowi diety na leczenie czy zapobieganie raka. Czasem przy odrobinie szczęścia w ręce pacjentów trafiają ulotki informujące o zalecanej diecie podczas leczenia. Jest w nich informacja o ograniczeniu tłustych potraw i alkoholu, o tym, aby zmniejszyć spożycie mięsa na koszt większej liczby potraw roślinnych, warzyw i owoców. Jednak w jednej z takich broszur widnieje też informacja z listą "zdrowych" przekąsek, które rzekomo pomagają w terapii. I - trzymajcie się - są w niej wymienione takie "zdrowe" rarytasy jak lody, biały chleb, czy ciastka! Czyli pokarmy, które powinny być absolutnie wykluczone z diety osoby chorej na nowotwór, które powodują ogniska zapalne! Plus ani słowa o produktach antyrakowych, takich jak kurkuma, imbir, zielona herbata czy olej lniany. I tu pojawia się ważne pytanie:

Czemu tak mało mówi się w środowisku lekarskim o produktach antyrakowych?

Fundusze na badania

Wiecie, ile kosztuje zatwierdzenie leku na raka? Spróbujecie nie czytać dalej tylko zgadnąć? Otóż koszt niezbędnych do tego badań na ludziach to od pięciuset do miliarda dolarów! Cena ta zwraca się takiej firmie szybko, ponieważ opatentowany lek na raka, nawet mniej znaczący, przynosi koncernowi...około miliarda! Rocznie! Więc inwestycja w badania szybko zwraca się z nawiązką.

Teraz wyobraźcie sobie takie fundusze przeznaczone na badania nad żywnością, na przykład nad antyrakową mocą brokułów czy zielonej herbaty. Kto miałby za to zapłacić? Dla producenta warzyw czy plantatora herbaty nie byłoby to intratne, bo nie sprzeda swoich produktów potem za miliardy dolarów. Takich produktów, nawet mających potwierdzenie swojego antyrakowego działania w badaniach, nie można opatentować! Dlatego ich sprzedaż nigdy nie spowodowałaby zwrotu inwestycji w tak drogie badania. Niestety, nie od dziś wiadomo jak wielkie profity finansowe przynosi corocznie sprzedaż leków na raka produkującym je koncernom. I tym samym trafne wydaje się przysłowie że światem rządzi pieniądz.

Na szczęście wiele ośrodków badawczych przy uniwersytetach czy innych ośrodkach biochemii prowadzi liczne badania nad konotacją żywności nad rakiem. Dlatego nie musimy być bierni na tą dominację wiedzy promowanej przez koncerny farmaceutyczne, warto szukać samemu wyników badań i aktualnej wiedzy na ten temat. Produkty te poza działaniem antyrakowym mają też zbawienny wpływ na profilaktykę innych chorób, takich jak choroby sercowe, cukrzyca czy wzmocnienie odporności. I przede wszystkim nie zagrażają organizmowi, jedynym skutkiem ich stosowania jest poprawa ogólnego stanu zdrowia. Mamy nadzieję, że śledzenie naszego portalu jest dla Was pomocne w pozyskiwaniu najnowszej wiedzy z dziedziny diety antyrakowej. To temat, który musimy wspólnie promować i szerzyć wiedzę na jego temat wśród innych, aby nie dać się zmanipulować innym koncernom spożywczym. Te bowiem również wykorzystują naiwność ludzi często promując jako "zdrowe" produkty, które wcale takie nie są.