Psychologiczne przyczyny powstawania nowotworów - sprawdź, czy dotyczą Ciebie

Wywiad z Panią Katarzyną Borowicz, psychoonkolog, psychoterapeutą


Mówi się o wielu czynnikach, które przyczyniają się do rozwoju nowotworu, takich jak uwarunkowania genetyczne, przewlekłe stany zapalne, czynniki zewnętrzne takie jak zanieczyszczone powietrze, chemia w jedzeniu. Rzadko wspomina się jednak o psychologicznych aspektach, które przyczyniają się do rozwoju raka, a które też są bardzo ważne?
 
KB: Rzeczywiście, czynników które mają swój udział w rozwoju chorób nowotworowych jest wiele. Nie sposób wskazać te wiodące.
Żeby w organizmie człowieka doszło do procesów chorobotwórczych muszą one wystąpić w przybliżonym czasie, w pewnej nieznanej do tej pory konfiguracji.  Jest to proces jak dotąd nie do przewidzenia, trudny do skontrolowania. Niewątpliwie zawsze, gdy podupadamy na zdrowiu – nasz układ odpornościowy niedomaga. A to on jest przecież odpowiedzialny za rozpoznawanie nieprawidłowych komórek w naszym organizmie i właściwą reakcję; czyli ich „naprawienie” - mówiąc wprost lub zniszczenie i usunięcie z organizmu.

Psychoneuroimmunologia – dziedzina nauki zajmująca się zależnościami pomiędzy psychologicznymi aspektami życia człowieka, układem nerwowym a funkcjonowaniem systemu odpornościowego wskazuje na istotne powiązania.

Jakie konkretnie?
 
KB: Zaniedbanie higieny życia, w tym psychicznego, emocjonalnego na pewno wpływa na wydolność układu immunologicznego. Powtarzająca się, niewystarczająca ilość snu, ubogi czas na wypoczynek i relaks oraz brak wiedzy na temat tzw. adaptacyjnych sposobów radzenia sobie w sytuacjach wzmożonego stresu to przyczynek do osłabienia sił obronnych naszego organizmu poprzez przeciążenie układu nerwowego.

Podobno jakiś typ osobowości pretenduje do zachorowania silniej niż inne?
 
KB: W literaturze specjalistycznej można znaleźć niemało interpretacji badań, wg których istnieje określony typ osobowości bardziej podatnej na zachorowanie na nowotwór złośliwy niż inne. Istnieją też takie doniesienia naukowe, które podważają wcześniej wspomniane. Byłabym ostrożna i przestrzegała przed próbą diagnozowania siebie wg kryteriów tzw. osobowości nowotworowej.

Z mojego kilkunastoletniego doświadczenia w pracy klinicznej z Pacjentami  wynika,  że fakt zachorowania jest kwestią mocno zindywidualizowaną. Chorują introwertycy i ekstrawertycy, osoby nie ujawniające złości i gniewu jak również te impulsywne. Choroba dotyczy osób samotnych i tych żyjących w związkach.

Czyli nie ma reguły?
 
KB: Według mnie nie ma. Liczy się indywidualna historia Pacjenta, na podstawie której można ewentualnie rozważać w jakich okolicznościach doszło do rozwoju choroby. Wtedy, na tej podstawie, Pacjent może zdecydować o zmianie sposobu zachowania lub/i interpretowania rzeczywistości jeśli uzna je za działające na jego niekorzyść. Decydując o zmianach i wprowadzając je w życie ma szansę na poprawę jakości swego życia, większe zadowolenie z siebie i poczucie spełnienia.

Spotkałam się też z poglądem, że osoby będące w satysfakcjonujących związkach, oraz takie, które mają dużo bliskich osób, rzadziej chorują albo łatwiej radzą sobie z chorobą. Naprawdę tak jest?
 
KB: Badania dowodzą, że tak. Susan Pinker w książce “Efekt wioski” przytacza takie doniesienia. Im gęstsze sieci bezpośrednich relacji z ludźmi, tym większe prawdopodobieństwo wytworzenia biologicznej bariery czyli wzmocnienia układu odpornościowego chroniącego przed chorobami. Oczywiście mówimy tu o zmniejszeniu prawdopodobieństwa zachorowania a nie o całkowitym wyeliminowaniu go poprzez wchodzenie w coraz to nowsze relacje interpersonalne. Kontakty z ludźmi stwarzają możliwość do rozmów, dzielenia się radościami, ale i troskami. W sytuacji trudności życiowych  łatwiej na pewno pozyskać różnorodne wsparcie bo siłą rzeczy istnieje więcej możliwości. Bez względu na zakres kontaktów pragnę zwrócić jednak uwagę, że ich istotą jest jakość. Im większa szczerość, autentyczność, bliskość emocjonalna w relacji tym są pełniejsze.


Co możemy zrobić, aby zredukować u siebie szanse na zachorowanie? Bo unikanie stresu w tych czasach wydaje się graniczyć z cudem?
 
KB: Stresu nie sposób uniknąć. To nierealne. Można nauczyć się właściwego, konstruktywnego postępowania w jego obliczu. Jest on wpisany w nasze życie i oznacza tak naprawdę „nacisk”, „napięcie” powstałe pod wpływem spraw codziennego życia.  To napięcie samo w sobie nie jest złe. Ono jest nośnikiem informacji o tym co dzieje  się w nas i wokół nas. Do nas samych należy uważne rozróżnienie czy ten nacisk nas motywuje do pracy i działa konstruktywnie czy odwrotnie. Czy zmusza do działania i podejmowania niepożądanych kroków w naszym życiu. Np: jeśli odczuwamy stres - napięcie w pracy to możemy się zastanowić co ono oznacza. Być może to moment na dalszy rozwój i np.; poproszenie szefa o awans bo na danym stanowisku czujemy się już spełnieni i brakuje nam satysfakcji z wykonywanych czynności. Albo przeciwnie stres – napięcie informuje nas, że jesteśmy zmęczeni, wyeksploatowani i najwyższy czas na dłuższy urlop, na zmianę pracy a bywa nawet, że zawodu.

Czyli powinniśmy wsłuchiwać się w siebie?
 
KB: Aby konstruktywnie radzić sobie ze stresem ważne byśmy byli go świadomi, także jego źródeł. Czyli żebyśmy wiedzieli, że go doświadczamy i wiedzieli skąd pochodzi. Będziemy wtedy mogli odpowiednio zareagować. Każdy z nas, we właściwy dla siebie sposób, postrzega trudne sytuacje i interpretuje je. Mówi się, że to nie zdarzenia same w sobie wpływają na nas, ale sposób w jaki je rozumiemy. Zatem zastanówmy się jakie nadajemy znaczenie wydarzeniom w naszym życiu. Czy uznajemy je za konsekwencję naszych działań czy uważamy, że są od nas niezależne. Co to znaczenie, które nadajemy zdarzeniom nam robi? Jak się czujemy?  Bądźmy uważni.

Uważność uważam za kluczową. Dzięki niej możliwe jest bycie w kontakcie z samym sobą i ze swoimi potrzebami. Nie twierdzę, że postawa ta chroni przed chorobami nowotworowymi. Ale na pewno pozwala czerpać większą satysfakcję z życia a także zachować wystarczająco dobrą jego jakość i lepiej radzić sobie ze stresem. Wśród moich Pacjentów jest wiele osób niezadowolonych z życia zawodowego, osobistego, z siebie i świata w ogóle. W procesie wsparcia psychoonkologicznego i pracy psychoterapeutycznej poszukujemy autentycznych potrzeb Pacjenta i szukamy właściwych sposobów zaspokajania ich.

Pozostawanie w dobrym kontakcie ze swoimi potrzebami (snu, zdrowego pożywienia, dobrych relacji z ludźmi) chroni nas przed nadmiernym przeciążeniem układu nerwowego a tym samym stwarza szansę na lepszą kondycję układu immunologicznego.


Katarzyna Borowicz

psycholog, psychoonkolog, terapeuta
http://psychoonkolog.com.pl/