Woda, która chroni przed rakiem. I to nie żaden cud, to zasady chemii


Zbierając materiały do artykułu o zakwaszeniu organizmu, natknęłam się ciekawy temat wody alkalicznej. Wcześniej widziałam taką wodę w sklepie ze zdrową żywnością, kupiłam z ciekawości, ale za małą saszetkę wody zapłaciłam kilka złotych - co mnie bardzo zniechęciło do drążenia tematu. Jednak kiedy przeczytałam, że taka woda skutecznie odkwasza organizm, w efekcie czego pijąc ją można obniżyć ryzyko zachorowania na liczne schorzenia takie jak cukrzyca, nadciśnienie, nadkwasota żołądka, otyłość i nowotwory, postanowiłam się jednak sprawą zainteresować.

Poczytałam, popytałam znajomych chemików i takie są efekty mojego śledztwa:


Woda alkaliczna to nie żadna cudowna woda. To woda poddana elektrolizie.


Jak wiadomo woda jest związkiem chemicznym. Pod wpływem elektrolizy dochodzi do jej rozszczepienia:
- na wodę kwaśną, kiedy do dodatniej anody przemieszczają się ujemne jony kwasów chloru, siarki, fosforu i jodu
- i na wodę alkaliczną, gdzie do ujemnej katody przemieszczają się ujemne dodatnie jony kwasów sodu, potasu, wapnia, magnezu, manganu i żelaza

Woda ma dwie wartości:
- PH, czyli potencjał kwasowości i zasadowości
- ORP, czyli potencjał utleniania i redukcji. Woda posiadająca ujemny potencjał ORP (woda poddana redukcji) jest antyutleniaczem eliminującym wolne rodniki, gdyż posiada dużą ilość wolnych elektronów

Faktem jest, że zakwaszenie organizmu sprzyja rozwojowi nowotworów (o tym pisaliśmy tutaj).
Faktem jest też, że wolne rodniki również temu sprzyjają.

Ponadto, redukując zakwaszenie, redukujemy też ilość stanów zapalnych w organizmie, które nie dość, że mogą sprzyjać powstawaniu nowotworów, to powodują też szereg dolegliwości takich jak np. owrzodzenie żołądka, czy wypryski na skórze. Brzmi dobrze, prawda?

Postanowiłam, że muszę spróbować kuracji wodą alkaliczną. I w tym przypadku pomógł mi mój znajomy chemik, który powstrzymał mnie przed zakupem wody butelkowanej, do którego już się szykowałam.  "Kupowanie wody alkalicznej w butelkach lub innym opakowaniu mija się z sensem. Taka woda traci to, co w niej najważniejsze, czyli współczynnik ORP. Traci swoje właściwości po ok 12 godzinach od zjonizowania." Dobrze wiedzieć. To w takim razie skąd brać wodę alkaliczną, która faktycznie będzie działać? "Zrób sobie jonizator w domu" - radził mój znajomy, po czym dał mi całą instrukcję, co do tego jakich elektrod, prętów i jakiego słoju użyć, której tu nie przytoczę ze względu na jej zagmatwanie. "Albo kup". Sprawdziłam, i faktycznie okazało się, że można kupić jonizatory wody do domu, jest ich nawet całkiem spory wybór.

Zdecydowałam się na ten model: Jonizator aQuator Silver


Model ten ma bardzo dobrej jakości elektrody, kolorowy wyświetlacz i, co mnie przekonało - srebrną elektrodę do wytwarzania wody srebrnej, o której potem nieco więcej napiszę.

Muszę przyznać, że pierwsze użycie nie było takie proste, na początku musiałam się połapać, co i jak. Trzeba dobrze zainstalować membranę pomiędzy 2 naczyniami zewnętrznymi, tak aby nie przeciekał, następnie zorientować się, którą elektrodę, gdzie umieścić. W zasadzie to tyle jeśli chodzi o trudności, i jak już się to zrozumie, to potem użytkowanie jest banalnie proste. Samo włączanie, ustawianie oczekiwanego poziomu PH zajmuje kilka sekund. Bardzo spodobało mi się, że urządzenie ma kolorowy, bardzo czytelny wyświetlacz i pokazuje pasek postępu procesu jonizacji. Kiedy kończy pracę, wydaje informujący o tym dźwięk. Podsumowując, jest naprawdę ciekawym i łatwym w użytkowaniu urządzeniem.

Jednak, co przecież najważniejsze, to efekty jego działania. I to mnie najbardziej zaskoczyło. Woda, którą wypełniamy urządzenie, podczas procesu jonizacji rozszczepia się na alkaliczną i kwasową. Wąchając wodę po pierwszym użyciu zdziwiło mnie jak bardzo woda kwasowa faktycznie pachniała kwasem! Nie wylałam jej, tylko polałam nią świeżą rankę na ręku, która zaczęła lekko szczypać. Woda ta ma szereg zastosowań, m.in. działa bakteriobójczo, zabija wirusy i grzyby. Czyli nadaje się idealnie m.in. do przemywania ran, do płukania gardła podczas anginy czy nosa przy zapaleniu górnych dróg oddechowych lub podmywania części intymnych, kiedy cierpimy na ich zapalenie. Jeśli jest nam akurat zbędna można ją po prostu wylać, stanowi ona niewielką tylko część wody jaką poddawaliśmy procesowi jonizacji.

Zdecydowana większość - prawie cały dzbanek to woda alkaliczna. Nam wystarczają jak się okazało 2 dzbanki dziennie na 3 osobową rodzinę, a pijemy sporo. Ta woda, której działanie prozdrowotne jest bardzo szerokie, przede wszystkim jej codzienne picie dostarcza nam "koktajl" odpowiednich jonów, niezbędnych do utrzymania środowiska alkalicznego. Posiada też wspomniany przeze mnie na początku artykułu potencjał utleniania redukcji tzw. ORP. Co w tym miejscu muszę przypomnieć:

Woda alkaliczna ma najwyższy poziom ORP od razu po wykonaniu jonizacji, dlatego zaleca się ją pić od razu bądź w niedługim czasie. Po ok 12 godzinach traci ORP i właściwości utleniające, które są tak cenne w profilaktyce raka. Nie nabierajcie się na "gotową" wodę zjonizowaną sprzedawaną w sklepach!

Zjonizowaną wodę warto przelać do zamkniętych szklanych butelek i trzymać w zaciemnionym miejscu, ale nie w lodówce. Jeśli szybko wypijemy zawartość dzbanka nie ma konieczności jej przelewania. U nas w domu rozlewam gotową wodę do trzech wysokich szklanek do bieżącego picia, a resztę przelewam do butelki i trzymam w szafce.

Po użyciu urządzenia wystarczy tylko rozlać gotową wodę i odstawić wyjmowane naczynie do wysuszenia (bez wyjmowania filtra, ten starcza nawet na 2 miesiące, w zestawie dostałam ich dużo na zapas).

Kolejną rzeczą o jakiej muszę wspomnieć, jest możliwość wytwarzania wody srebrnej. I to jest genialna sprawa. Kilka lat temu po poczytaniu trochę o srebrze koloidalnym i jego działaniu (wtedy szukałam czegoś z myślą o problemach z cerą oraz nadżerkami w żołądku), nabyłam dwie butelki w aptece. Zapłaciłam...grubo ponad 100 złotych! Urządzenie aQuator Silver wytwarza wodę srebrną, i to o dokładnie takim stężeniu jakiego potrzebujemy - rozpiska jakie stężenie jest odpowiednie w określonych przypadkach zostało opisane w książeczce, którą dostajemy do urządzenia. I to zaledwie w kilka sekund, np. wytworzenie wody srebrnej do codziennego profilaktycznego stosowania zajmuje...1 sekundę :)

Woda srebrna to "antybiotyk od przyrody". W procesie elektrolizy, dzięki specjalnej srebrnej elektrodzie, jonizator nasyca wodę określoną ilością jonów srebra. Ma ona bardzo silne działanie antybakteryjne, przeciwgrzybicze a także przeciwwirusowe. Dzięki temu świetnym lekarstwem, kiedy dopadnie nas choroba. Co ciekawe, bakterie i wirusy nie przyzwyczajają się do srebra, czyli nie uodporniają się na nie, w przeciwieństwie do większości stosowanych antybiotyków.



Podsumowując:

Woda alkaliczna to ważny składnik diety antyrakowej. Przede wszystkim dlatego, że wodę pijemy codziennie, czy tego chcemy czy nie. Więc jeśli możemy sprawić, aby poza nawadnianiem organizmu działała też antynowotworowo, to czemu mielibyśmy tego nie robić?